sobota, 22 lutego 2014

"Maleńka i ..." cudna na Bielanach

Jak dobrze, że moja żona ma przyjaciół! Zwłaszcza takich, którzy dzwonią do niej i mówią "znam świetne bistro, musisz je poznać". I tak dzisiejsze popołudnie spędziliśmy we trójkę w "Maleńkiej i ...", przy ul. Heroldów 19C, ciesząc oczy i podniebienia. Z zewnątrz nie widać jej uroku. Otoczona blokami znika w ich betonowym cieniu. Ale jest to miejsce, które warto odkryć. Wchodzisz i czujesz się niezwykle swojsko. Widzisz rodzinę jedzącą obiad, widzisz kobiety pijące kawę. Za barem stoi uśmiechnięta kelnerka, a na nim leżą faworki. Białe stoły i wygodne kolorowe krzesła od razu zachęcają, by się przy i na nich rozsiąść. Samo wnętrze jest barwne choć stonowane, z odcieniami bieli i szarości. Czuć, że projektowała je osoba z niebanalnym gustem. Mieliśmy wrażenie, jakbyśmy siedzieli przy herbacie w domu - bez skrępowania i zbędnej pompy. Cytat zamieszczony na jednej ze ścian idealnie wpisuje się w klimat Maleńkiej.



Nawet toaleta wzbudziła nasz niemały zachwyt, ale to niech będzie dla Ciebie niespodzianką. Zdradzimy tylko, że była dostosowana dla osób niepełnosprawnych i był w niej krem do rąk, który Janka miała ochotę zjeść.
Obiad zaczęliśmy od zupy. Trzy osoby = trzy zupy, każda inna. Spróbowaliśmy fasolowej (zupy dnia) z kaczką, pomidorowej z kaszą jaglaną i kremu grzybowego z lanymi kluseczkami. Każda nam smakowała, ale żadne z naszej trójki nie zamieniło by się z innym. Krem grzybowy był aksamitny, esencjonalny i idealnie doprawiony, z dużą ilością grzybów. Dwie odmiany fasoli i mięso kaczki w zupie dnia, pozwoliło nam odkryć nowy smak. Pomidorowa była niczym z babcinej kuchni. Na drugie danie wybraliśmy flagową babę ziemniaczaną z żeberkiem i ogórkiem kiszonym oraz "obsesję smaku" czyli sałatkę z kaczką, mango i roszponką w sosie z czerwonych porzeczek. Po zjedzeniu baby stwierdziłem, że była to stanowczo za mała porcja, choć początkowo wydawała mi się wręcz za duża :). Janka i Andrzej nie mieli żadnych zastrzeżeń do swoich sałatek. Zresztą jak tu mieć jakiekolwiek ale, jak się widzi takie delicje (Janka zdążyła cyknąć tylko trzy zdjęcia, tak szybko wszystko znikało z talerzy!).


Pani kelnerka zaproponowała nam na deser śmietanowca z wiśniami. Jeśli tam pójdziesz, to musisz go spróbować!



Co ja piszę, tam wszystkiego trzeba spróbować! Zwłaszcza kawy, w której czuć szlachetne pochodzenie. Ceny są wyrozumiałe nawet dla studenckiej kieszeni. Jeżeli odstrasza Cię dojazd do Maleńkiej, to na naszą odpowiedzialność wiedz, że WARTO! My będziemy do niej wracać jeszcze nie raz, mimo że mieszkamy na Mokotowie.

PS Profil na FB: https://www.facebook.com/restauracja.malenka.i (koniecznie przeczytaj opis strony - chcemy więcej miejsc tworzonych z taką pasją i sercem!)
Opinie na gastronautach: http://www.gastronauci.pl/pl/31339-malenka-i--warszawa-bielany
W poniedziałki bistro jest nieczynne.

- Janek

2 komentarze:

  1. omniomniomniom!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zachęcająco to opisałeś Janku! Już nie mogę doczekać się wizyty w Warszawie :)

    OdpowiedzUsuń