poniedziałek, 19 czerwca 2017

Zawsze dobrze jest zjeść jagodziankę



Gdyby ktoś Was zapytał o pierwszą potrawę z dzieciństwa, której zapach i smak pamiętacie do dziś, to co ty by było? U mnie jagodzianki mojej Babci Lubci, wypchane po brzegi owocami, pieczone w starym elektrycznym piekarniku, takim na kabel, do którego trzeba się schylać aż do samej podłogi. Ciężko było usiedzieć na miejcu, kiedy stygły w sieni na schodach. Babcia swoimi silnymi rękoma w try miga wyrabiała ciasto. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek korzystała z przepisu. Po prostu wrzucała do miski po kolei składniki i już. A one wychodziły zawsze tak samo. Jak Ona to robiła? Magia babcinych umiejętności. Bo babcie, to przecież nasze wróżki. To dzięki Niej sama zaczęłam się interesować drożdżowymi wypiekami. Nie potrafię bez patrzenia w przepis zrobić wszystkiego, tak jak Babcia, ale w ogóle do tego nie dążę. Dla mnie Mistrz był jeden. Stąd też wzięłam sobie za cel wyszukanie idealnego przepisu na jagodzianki. Mając zamrożone owoce lata, chcę przez cały rok móc poczuć smak dzieciństwa, powrócić myślami do miejsca, w którym wszystko się zaczęło. Po kilku miesiącach znalazłam. I jak to zwykle bywa, przepis był tuż za rogiem, a właściwie na regale z książkami. W jednej z książek wydanej przez Lidl Paweł Małecki dzieli się swoimi przepisami. Wśród nich jest ten, o którym warto napisać i podzielić się nim ze światem, bo my też przecież możemy być kiedyś dla kogoś mistrzem jagodzianek. Wystarczy tylko sięgnąć po składniki i zarezerwować sobie 2 godziny, podczas których większość to czekanie na wyrośnięcie ciasta.





/Jagodzianki z książki Kuchnia Polska według Pawła Małeckiego
(jedna z książek LIDLA)/

Składniki

300 g mąki + niewielka ilość do podsypania stolnicy
125 ml mleka 3,2%
25 g świeżych drożdży
75 g cukru
35 g masła
1 laska waniii /pomijam czasem ten składnik jeśli nie mamy akurat w domu /
Szczypta soli
2 żółtka
300 g jagód /jeśli są mrożone tak jak moje, postaraj się nie nadziewać ciasta zimnymi owocami, bo drożdże będą słabiej rosnąć - polecam zrobić z nich szybką frużelinę, czyli zagotować w rondelku z niewielką ilością mąki ziemniaczanej, tak by nie były zbyt zagęszczone, ale też nie wodniste/
40 g cukru trzcinowego
1 białko

Mąkę przesiej do miski, a potem zrób w niej zagłębienie, do którego wlej podgrzane mleko. Do mleka wlej utarte z 1 łyżką cukru drożdże, a następnie przysyp mleko mąką zebraną z boków tego zagłębienia. Powinien rosnąć przez ok. 10 minut. Gdy widać, że rozczyn pracuje i drożdże urosły, dodaj stopione, ale nie gorące masło, resztę cukru, nasiona wanilii, szczyptę soli i żółtka. Wyrabiaj ciasto, aż przestanie się kleić. Przykryj ścierką i odstaw w ciepłe miejsce, żeby podwoiło swoją objętość. Wyrośnięte zagnieć jeszcze raz i uformuj w wałek, by potem pokroić na 12-14 równych części. Jeśli chcesz mieć nieco większe bułki, zmniejsz tą liczbę, ale zwiększ potem o kilka minut czas pieczenia. Z każdego kawałka ciasta uformuj kulę, rozgnieć i na środek nałóż jagody, a potem zlep dokłanie wszystkie brzegi. Na blasze wyłożonej papierem ułóż jagodzianki i daj im wyrosnąć jeszcze raz przez kolejne 15-20 minut. Nastaw piekarnik na 180 C (termoobieg) lub 190 C (bez termoobiegu). Przed włożeniem do posmaruj bułki roztrzepanym białkiem i obsyp wierz cukrem trzcinowym. Piecz przez 12-14 minut.
 


Uwaga! Bardzo szybko znikają ze stołu.

Marta

poniedziałek, 16 lutego 2015

Amerykańskie pączki z dziurką



Dawno nas tu nie było i wielokrotnie słyszeliśmy od wielu z Was – szkoda, że tak rzadko robicie wpisy. Niestety przyszła zima i nie mieliśmy kiedy nawet robić zdjęć, bo dzień uciekał, a nie dorobiliśmy się jeszcze żadnych lamp do fotografii bez Słońca. Zostały nam weekendy, ale z kolei właściwie nie mieliśmy ani jednego wolnego, kiedy spokojnie moglibyśmy przygotować post. Ale koniec tego dobrego, dzień robi się dłuższy, a dwa nie można tak zaniedbywać Was. Oto pierwszy z wielu, mamy nadzieje, wpisów w tym roku.

Dzisiaj wracamy z przepisem właściwie na ostatnie godziny karnawału. Wiemy, że tłusty czwartek już za nami, a na ostatki robi się faworki, a nie pączki, ale zapewniam Was, że warto je przygotować. Chodziły za mną już dobry czas, ale udało mi się je w końcu przygotować. Przepis zaczerpnąłem od Doroty z Moich Wypieków stąd, ale wprowadziłem do niego swoje małe zmiany.

Składniki na ok. 28 pączków:

28 g świeżych drożdży
1,5 szklanki mleka
5 Szklanek mąki pszennej (550 będzie najlepsza)
½ szklanki cukru z prawdziwą wanilią
4 żółtka
¼ szklanki wody
1 laska wanilii
szczypta soli
1/3 szklanki masła
cukier puder
3 łyżki mleka
barwniki spożywcze
4 kostki smalcu do smażenia

Na samym początku robimy zaczyn z drożdży, odrobiny mąki, mleka i łyżki cukru. Podgrzewamy lekko mleko, ale tak by było letnie. Dorzucamy drożdże i mieszamy. Dosypujemy mąkę i cukier, mieszamy i odstawiamy w ciepłe miejsce na około 10 minut. W tym czasie przesiewamy mąkę
do miski. Dosypujemy cukier, wbijamy żółtka i szczyptę soli. Rozcinamy laskę wanilii i wybieramy wszystkie pestki, które dodajemy do ciasta. Rozpuszczamy masło i dodajemy do pozostałych składników. Wlewamy zaczyn, a na końcu podgrzewamy ¼ szklanki wody i gdy jest lekko ciepła dolewamy do ciasta. Następnie zaczynamy mieszać. Ja robiłem to w mikserze planetarnym z hakiem do ciast drożdżowych, ale możecie spokojnie tą czynność wykonać rękoma lub zwyczajnym mikserem ręcznym z hakami do ciasta. Ciasto będzie się kleić, ale nie dosypujcie mąki, bo tak ma być. Z ciasta formujemy kulę i odstawiamy do wyrośnięcia na 1,5 do 2 godzin. Gotowe ciasto rozwałkowujemy do grubości około 1 cm. Wycinamy foremką (ja nie miałem żadnej foremki, więc użyłem kubek) kółka o średnicy 7 cm. Następnie mniejszą foremką (w moim przypadku kieliszek) wycinamy dziurkę w środku. Gotowe pączki kładziemy na blasze oprószonej mąką. Odstawiamy je do wyrośnięcia na minimum 30 minut.

Rozgrzewamy smalec w głębokim garnku. Gdy cały się rozpuści bierzemy termometr cukierniczy i czekamy, aż uzyskana zostanie temperatura 175oC. To ważne, by taka właśnie była temperatura, tylko ona sprawi, że pączki z jednej strony się nie spalą, a z drugiej nie będą ociekać tłuszczem. Po doprowadzeniu do odpowiedniej temperatury zmniejszamy ogień na najmniejszy. Smażymy pączki na złoty kolor z obu stron. Usmażone pączki przekładamy do odcieknięcia na ręcznik papierowy. Po każdym smażeniu ponownie sprawdzamy temperaturę tłuszczu, gdyż ciasto obniża ją, więc przed kolejną partią musimy ponownie doprowadzić smalec do odpowiedniej temperatury. Jeszcze ciepłe pączki lukrujemy.

Lukier robimy z trzech łyżek mleka i dużej ilości cukru pudru. Lukier powinien być dość gęsty, żeby pokrył widoczną warstwą pączki, dlatego też może wydawać się, że potrzeba dość dużej ilości cukru do tego. Polukrowane pączki możecie posypać różnymi posypkami. Ja niestety żadnej nie miałem, ale też wyszły ładne. Są tak dobre, że nawet Baca chciał ich spróbować.Smacznego!
- Janek

wtorek, 18 listopada 2014

Snickersowe Brownie


Ostatnio byliśmy na targu śniadaniowym na którym sprzedawano brownie z masłem orzechowym i karmelem. Zostaliśmy poproszeni o zrobienie czegoś podobnego i o to efekt. Ciasto jest z przepisu na babeczki brownie z małymi zmianami.

Składniki na dwa blaty o średnicy 21 cm:

2 tabliczki czekolady
kostka masła
3 jajka
250 g cukru
130 g mąki pszennej (dla bezglutenowców można zamienić na gryczaną)
1/4 łyżeczki soli

A do tego:

Słoik masła orzechowego
Orzeszki ziemne
Masa krówkowa lub kajmak

Nastawiamy piekarnik na 180 stopni Celsjusza. Rozpuszczamy w garnku kostkę masła. Gdy cała się rozpuści, zdejmujemy z ognia i wrzucamy połamane na małe kawałki tabliczki czekolady. Mieszamy do czasu, aż czekolada się rozpuści. W tym czasie wbijamy jajka do misy miksera i zaczynamy ubijać dodając stopniowo cukier. Gdy już cały wsypiemy, stale ubijając wlewamy powoli masło z rozpuszczoną czekoladą. Na koniec przesiewamy mąkę wraz z solą i dodajemy wszystko do masy. Mieszamy do czasu połączenia się składników. Dwie formy o średnicy 21 cm wykładamy papierem do pieczenia. Dzielimy ciasto na dwa i wlewamy w około równych częściach do obu form. Pieczemy blaty w nagrzanym piekarniku przez 25 minut. Po upieczeniu ciasto schładzamy przez kilka godzin.

Gotowy blat kładziemy na paterze i rozsmarowujemy na nim ok. 2/3 masła orzechowego. Masę krówkową przekładamy do miseczki i mieszamy, aby nabrała lekko płynnej konsystencji. Rozsmarowujemy cienką warstwę masy na maśle orzechowym. Na to kładziemy drugi blat, na blacie rozkładamy resztę masła orzechowego, sypiemy odrobinę orzeszków ziemnych i wszystko na koniec oblewamy masą krówkową.
Smacznego!
- Janki

niedziela, 9 listopada 2014

Spaghetti z pieczonymi pomidorkami, czosnkiem i rukolą



Dzisiaj przepis, na jedno z naszych ulubionych dań. Co prawda już średnio pomidorowa pora, ale nam udało się dostać jeszcze w miarę dobre pomidorki, nie smakujące samą wodą. Przepis zaczerpnęliśmy z blogu Mybestfood. Jest to pierwsze danie, które razem gotowaliśmy. Było to na początku naszego bycia ze sobą, gdy Janka mieszała jeszcze w akademiku. Fajne to były czasy, gdy współlokatorka wyjechała, a my czekaliśmy, aż upieką się pomidorki, potem makaron, a na końcu wszystko wymieszaliśmy i mieliśmy radochę jak dzieci z tej naszej wspólnej uczty. Danie bardzo proste, ale i przepyszne, choć odkąd „zaraziłem alergią” Jankę to raczej go unikamy ze względu na dodatek mozzarelli. Ale przecież każdemu czasem przysługuje dyspensa.


































Składniki:

Makaron Spaghetti
500 g pomidorków koktajlowych
Mozzarella w zalewie
Główka czosnku
Rukola
Sól
Pieprz
Oregano suszone
Cukier brązowy
Olej lub oliwa

Zaczynamy od pomidorków. Dzielimy je na pół i układamy w żaroodpornym naczyniu przecięciem do góry. Do naczynia wkładamy całą nieobraną główkę czosnku. Posypujemy wszystko oregano. Dodajemy sól i pieprz oraz szczyptę cukru brązowego. Polewamy wszystko oliwą i wstawiamy do piekarnika nagrzanego na 120 stopni na godzinę. Pod koniec pieczenia pomidorków wstawiamy makaron ok.2/3 paczki i gotujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Odcedzony makaron wrzucamy z powrotem do garnka. Dorzucamy ok. dwie garści rukoli (wcześniej przemytej i osuszonej). Dodajemy pomidorki oraz czosnek. Dzięki pieczeniu w łupinach czosnek zrobił się miękki, ale jego ostrość znacznie zmalała. Po odcięciu części łupiny, można go wycisnąć jak pastę do zębów. Rwiemy na kawałeczki mozzarelle i również dodajemy do makaronu. Podgrzewamy całość na małym ogniu, stale mieszcząc, tylko do momentu, aż ser częściowo się rozpuści.
 
I gotowe, smacznego!
                                                                                                                                                       - Janek

niedziela, 19 października 2014

Jesień pachnie jabłkami i cynamonem.

W tym roku jesień nas rozpieszcza. Uwielbiam chadzać chodnikiem i szurać butami wśród liści, które nie są jeszcze przemoczone deszczem. Jeszcze bardziej lubię wrócić do domu, ogrzać się przy kominku i zjeść coś, co jada się tylko jesienią. A już w ogóle najfajniej, jak robi się to wspólnie z rodziną czy przyjaciółmi.
Jednym z ukochanych przez nas daniem na tę porę roku są jabłka w cieście. W naszej rodzinie mają powodzenie od lat, zwłaszcza w Dzień Wszystkich Świętych, gdy zmarznięci wracamy z cmentarzy. To już rodzinna tradycja. Obiad niekoniecznie, ale jabłka muszą być!
Wczoraj w jesienną szarugę sięgnęłam po drożdże i kilka jabłek. Obie z moją przyjaciółką miałyśmy ochotę na coś słodkiego. Te idealnie wpasowały się we wczorajszy dzień. 



Dziś przepis w innej odsłonie. Siostra i Tato Janka, nasi rodzinni poeci, napisali o nich taki wiersz:

"Jabłka w cieście
O rety! Najlepsze renety!

Aby te pyszne jabłka zjeść
Pół kilo mąki szybko weź,
Margaryny kostkę kup
I szklankę mleka około pół,
Dwa deko drożdży, cukru łyżki dwie,
Cała rodzina zaraz pysznie zje.
Z cukru, drożdży i mleka
Zaczyn zrób i nie zwlekaj.
W cieple trzymaj choć chwilę,
Aż urośnie odrobinę.
Gdy drożdże rosną ty siekasz tłuszcz
(Z mąką w miseczce! Nie na deseczce.)
Razem wszystko zagniatasz,
Ugniatasz, wygniatasz, rozgniatasz,
Do lodówki wstawiając, po sobie zamiatasz
Jabłka umyte wydrąż jak najzręczniej,
Wsyp pyszne wnętrze szybko jak najwięcej
(Cukier i cynamon, gdybyś nie pamiętał)
Ciastem oblepiaj owoce dokładnie.
Do piekarnika wstawiaj je rozważnie
(180 stopni Celsjusza
Do tego cię zmusza)

Czekaj cierpliwie,
Choć w mękach, nęcony zapachem,
Czas ci to wynagrodzi
Gdy będziesz zajadać się ciachem."


Pieczemy aż się zarumienią, ale tak porządnie zarumienią.
Z jednej porcji ciasta wychodzi około 6 jabłek. Ale to zależy od ich wielkości. Jak są duże owoce, to wyjdą np. 4 wielkie bomby.

Smacznego!

- Janka

czwartek, 4 września 2014

Skrzydełka pierwsza klasa

Jeszcze do niedawna spotkania z przyjaciółmi kojarzyły mi się z chipsami i innymi "smakołykami" z półki sklepowej. Pocieszające jest to, że to imprezowe menu odchodzi do lamusa. Na stołach królują domowe wypieki, hamburgery szefa kuchni, sałatki, zapiekanki czy pokrojone owoce i warzywa z dipami. Zero sztuczu, po prostu jedzenie! Kalorie? Pomińmy ten temat.
Na naszej piątkowej niespodziance urodzinowej królowały skrzydełka. Nazwałam je skrzydełka pierwsza klasa, bo szczerze mówiąc, nie jadłam lepszych. Chrupiące, soczyste w środku, lekko pikantne. Oblane jednym z trzech sosów, które przygotowaliśmy. O rajuuuuu. Ślinka cieknie!




Składniki na 1 kg skrzydełek

skrzydełka
sól
pieprz
słodka i ostra papryka
szklanka mąki
1 jajko
1/2 szklanki maślanki/mleka (jak ciasto będzie za gęste, ciut więcej)


Pokrój skrzydełka na trzy części. Część najcieńszą odrzucamy, nie przyda się. Pokrojone marynujemy w soli, pieprzu i słodkiej papryce. Ważne, żeby nie przesadzić z solą, a papryki do woli. Nasze były czerwone od jej pigmentu. Odstaw na jakieś 15-20 minut.

Zrób ciasto naleśnikowe. Mąkę wymieszaj ze szczyptą soli, 1/2 łyżeczki ostrej papryki, mlekiem i jajkiem. Ciasto powinno być idealnie zmiksowane.

Gdy mięso zamarynuje się w słodkiej papryce, oblej je ciastem naleśnikowym i odstaw w chłodne miejsce jeszcze na godzinę.

Garnek z dużą ilością oleju rozgrzej na największym palniku. Tłuszczu ma być tyle, jakbyś smażył frytki. Tylko to nie frytki, a skrzydełka :)
Przed wrzuceniem skrzydełek na gorący olej obtocz każde w mące (stąd ta chrupkość).
Smaż ok. 10-13 minut.
Wykładaj na naczynie pokryte ręcznikiem papierowym. Tłuszcz powinien chwilę odcieknąć. 


Przepis na trzy błyskawiczne sosy

Miodowo-musztardowy
miód+ musztarda w ilości 1:1

Żurawinowo-chrzanowy
żurawina/borówka w słoiku+ chrzan w ilości 2:1

Czosnkowy

1 duży jogurt
4 ząbki czosnku
zioła prowansalskie/bazylia/oregano
łyżka majonezu (opcjonalnie)
sól
pieprz
1 łyżeczka cukru




Dajcie znać jak Wam wyszły!

- Janka




czwartek, 14 sierpnia 2014

Marzenia



Kolejne marzenie, które czeka w kolejce do spełnienia: zjechać samochodem wszystkie kraje nordyckie i poznać smaki miejsc, w których słońce rzadko gości. Zaczęłabym od Islandii i ich Hákarl (lekko sfermentowane mięso rekina). Słyszałam wiele opinii na temat tego dania - czas wyrobić sobie swoją! Ciekawa jestem też zupy kakaowej, którą się zajadają Islandczycy. No i owoce morza. Obowiązkowo! Potem udałabym się oczywiście do Norwegii. Moje podniebienie z niecierpliwością czeka na Reinsdyrstek czy na ser Jarlsberg. Będąc w tym kraju nie można ominąć Lofotów i ich przysmaku tørrfisk - suszonego na słońcu dorsza. Moje ślinianki już wariują! Po Norwegii byłby czas na Skandynawię i ich genialną restaurację Noma. Jeśli jakimś cudem zdobędę tam stolik, to dzięki René Redzepi i Daniel Giusti poznam Skandynawię w innym wydaniu. Oczywiście nie omieszkam sprawdzić innych lokalnych dań. Może wpadnę do znajomych Szwedów na obiad? Gdybym dojechała do Finlandii to na pierwszy ogień chcę spróbować kalekkuko obowiązkowo z nalewką mesinaria. Nieco rozgrzana mogłabym przemierzać fińskie ulice w poszukiwaniu kulinarnych doznań. Przede mną jeszcze dwa miejsca. Pierwsze z nich to Wyspy Alandzkie. Grzechem jest być tam i nie spróbować Ålands pannkaka - alnadzkich naleśników podawanych najczęściej z powidłami. Na koniec wisienka na torcie - Wyspy Owcze! Głównym przysmakiem Farerczyków oprócz ryb jest baranina. Jeśli baranina to skerpikjøt - suszone na wietrze przez rok kawałki baraniego mięsa. Dla mnie, miłośnika podrobów kolejne danie to ambrozja - rukkulakkin. Owczy żołądek podawany z ziemniakami i sosem. Może jest we mnie coś z Nordyka, skoro dla mnie podroby są pełne smaku i wartości odżywczych? Wyspy Owcze to kraj Hobbita. Dlatego reszta podróży byłaby magiczna, zaskakująca, pełna niecodziennych wrażeń. I tutaj skończę swój wpis. Reszta napisze się sama.

Link do bloga kobiety, która zamieszkała w Norwegii i podaje norweskie przepisy :)

- Janka